40 lat!

Niedawno skończyłam 40 lat. Złapałam doła. Nawet nie myślałam, że tak ciężko  i depresyjnie przeżyję dzień urodzin. Obudziłam się i czułam się dużo starsza niż poprzedniego dnia. Wszyscy składali mi życzenia: mąż, dzieci, rodzina, znajomi, telefony, fb…

W pracy wszyscy zachowywali się tajemniczo. Nagle widzę przez okno, że przyjechał bus z grupą. Wysiada wystrojona Bogusia z pękiem balonów w ręku biegnie do mnie z życzeniami. Za nią wszyscy z laurkami-serduszkami, piękną ramką z wikliny papierowej ze zdjęciem całej grupy, pracownicy i wolontariusze EVS z kwiatem i prezentami, transparent z karteczek, śpiew 100 lat. Miłe to bardzo. Jestem wzruszona i  przez chwilę czuję się jak dziecko. Udzielają mi się emocje grupy. Jednak po chwili wracają myśli, że coś się kończy i młodość jest za mną.

Rozmawiam z podopiecznymi i okazuje się, że każdy z nich cieszy się z każdego kolejnego roku. „Starsi są ważniejsi!”, „Trzeba ich słuchać!”, „Fajnie być najstarszym w grupie”. Nie wiem dlaczego więc tak się martwię? Powinnam być dumna? Będę większym autorytetem dla nich? Mówię do siebie, że czas zmienić myślenie i natychmiast próbuję myśleć inaczej.

Każdego dnia staram się oswoić z moją czterdziestką. W niedługim czasie po moich, są urodziny Ewy. Moja podopieczna zupełnie inaczej niż ja przyjmuje je z uśmiechem na twarzy – rozpromieniona, pełna energii, aż bije od niej powiew młodości. Prosi o karteczkę i zapisuje na niej prześladującą mnie liczbę 40. Z dumą ogłasza, że teraz ma tyle lat. Pani Wioleta pyta: – I co teraz? Co to oznacza? Ewcia bez namysłu odpowiada: -Jestem młoda! Mamy teraz tyle samo lat-mówię do niej i słyszę: -O, to razem jesteśmy młode, ale dorosłe i ważniejsze!

Tak wiele możemy nauczyć się od naszych podopiecznych. Zaskakują nas każdego dnia. Mają w sobie dziecięcą radość, młodość, spontaniczność, ufność i szczerość. Tym wszystkim dzielą się z nami. Warto skorzystać i przyjąć od nich choć trochę tych darów. Dziękuję Bogu za kolejny rok życia, a mojej grupie za to, że podzielili się swoją wieczną młodością.

Magda Ulenberg